Zawsze myślałam o stop motion jak o małej sztuczce filmowej, która wciąż działa na naszą wyobraźnię. W najprostszym ujęciu to technika animacji, w której robi się wiele pojedynczych zdjęć, a między każdym z nich obiekt jest lekko przesuwany. Gdy później odtwarzamy te obrazy szybko jeden po drugim, mózg zaczyna widzieć ruch. I nagle coś, co było nieruchome, figurka, kartka papieru, klocek LEGO, zaczyna żyć własnym życiem.
To właśnie w tej prostocie tkwi urok tej techniki. Nie potrzeba wielkiego studia filmowego. Wystarczy aparat lub telefon, trochę cierpliwości i pomysł na historię. Z jednej strony to jedna z najstarszych metod animacji, z drugiej, wciąż zaskakująco świeża. Wystarczy spojrzeć na współczesne filmy animowane czy krótkie projekty twórców internetowych. Stop motion nadal potrafi wyglądać magicznie, bo każdy ruch powstaje ręcznie, klatka po klatce.